poniedziałek, 6 lipca 2015

Must visit: Pieniny (4)




Po ledwo przeżytych W sobotę 30 kilometrach spasowałem z dłuższymi wycieczkami rowerowymi w taką pogodę. W wodzie też się nie chłodzę, bo w taki upał to nie jest to najlepszy pomysł - nie tak dalej jak dwa dni temu właśnie w Zalewie Czorsztyńskim utopił się jakiś człowiek.

W związku z powyższym organizuję sobie czas w inny sposób - grając w karty, chodząc na spacery itp...

A owo chodzenie na spacery zaowocowało dwoma nowymi galeriami zdjęć :-)


Wczoraj wieczorem wspiąłem się na stok góry Wdżar i zrobiłem kilka(naście) zdjęć zachodu słońca. Dwa z nich są poniżej :-)


Panorama miejscowości Kluszkowce




Mocniej zamierzam się za to skupić na dzisiejszych zdjęciach z wycieczki do Wąwozu Skalnego w górze Wdżar. Na jego dolnym końcu zaczyna się ścieżka przyrodnicza otwarta kilka lat temu.

Na początku dość nieszczególnie w tym miejscu wyglądającego wąwozu wita spacerowicza tablica z pierwszym opisem:


Wejście do wąwozu

Dość nieszczególnie w tym miejscu wyglądający wąwóz

Tablica na wejściu


Dalej robi się już tylko ciekawiej (a miejscami stromiej)...

















Co ważne - cała trasa usiana jest tablicami z różnymi opisami - głównie fauny i flory, choć nie tylko (kilka przykładów):









A skoro już o faunie mowa - w trakcie przejścia wąwozem bardzo często spod nóg odfruwały różne wystraszone ptaki, miejscami dało się także wypatrzyć w koronach drzew śpiewające osobniki. Jednak tym, co, mimo swej oczywistości, najbardziej mnie zaskoczyło był ten widok:









Trochę dziwne było widzieć takie stadko w miejscu, w którym przez ostatnie 12 lat tylko I wyłącznie szusowało się na nartach...

A wracając do ścieżki przyrodniczej - Po dotarciu na sam szczyt Wdżaru (oznaczony przez drewniany podest) warto poświęcić chwilę na rozejrzenie się w około - rozciąga się stąd bowiem przepiękna panorama okolicy:









Poza tym na górze wita spacerowicza jeszcze jedno - Gawęda o Smoku Gorczańskim:




Gadał potem Wawrzek Bańka, że ogień kąsał ściany jego domostwa. Stodołę i obie stajnie niemal strawił, choć okrąglakiem z Dunajca solidnie były obłożone. Gadał Wawrzek, że w płomieniach dojrzał  strwożone rychłą śmiercią lica gminy Sodomy, bo tak tez od sądnego dnia nazywano haniebne sioło. Gadał, że z czarciego dymu na trzy bicia serca wyłoniła się bestia skrzydlata wielka jak wieże Zamku Czorsztyńskiego, lecz zaraz się w otchłań kłębiastą zapadła. Potem Wawrzek nie widział już nic.

O świcie wyszedł z Kluszkowiec tuzin odważnych i tyle samo ciekawskich. Co ich dnia tego spotkało to się babom z Maniów we łbach nie mieścił.  Miast wioskowego grajdołu, psów tak wścibskich jak wychudłych i krów paru z krześcijanskiej łaski przez sąsiadów darowanych, obaczyli jeno jajo co je wpierw za głaz osmolony brali. Wnet się na skorupie rysa pojawiła. Druga, potem trzecia. W szparze gała błysła, wkoło poźrała, aż się powłoka na dobre rozpadła na dobre i stworę sakramencką chłopom pokazała. Nasrożyło się straszydło na zgraję zebraną. Łeb swój pochyliło, gniewnie zamruczało. I już się do ciosu śmiertelnego szykowało, gdy hipnął ku bestii kowal Półtorak, Wawrzka kuzyn. Stworu łapę szponiastą żelastwem opasał. I uskoczył w porę nim mu rudy czerep poczwara w zębiska chyciła.

Tak też po osadzie niegodziwej, z rozpusty i niecnoty aż po same Tatry słynącej, co ją ziemia w trzewiach swych zamknęła karę srogą wymierzywszy, smok się jeno ostał. Na znak po wsze czasy.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz