sobota, 12 lipca 2014

4 tygodnie na Mazurach - dzień 1.

Lubię mazury. Kocham żagle. Te dwie informacje łatwo połączyć. A jak się doda do tego fakt, że jestem studentem (= brak kasy), to stąd już blisko do operacji "zarobić na żaglach"... ;-)

Zaciągnąłem się na herbaciany kliper możemy usłyszeć w jednej ze znanych szant. U mnie tak widowiskowo nie jest - w końcu Tango to nie ów herbaciany kliper - ale przygoda zaczęła się jeszcze przed dotarciem do Giżycka.

Do Olsztyna dojechałem z 4-minutowym opóźnieniem. Nic to, na przesiadkę do Giżycka i tak miałem 20 minut, a do przejścia 50m. Nic nie może pójść źle, prawda? No właśnie. No więc idę na peron dziewięć i trz.. Wróć, nie ta bajka. Idę na peron IV, patrzę - przy moim torze (nr 4) stoi szynobus mojego Przewoźnika, niby bez żadnej informacji o kierunku, ale w środku są ludzie, a na tablicy poprawna informacja dotycząca mojego kursu. To wsiadam. Ale wait, czy ten pociąg nie odjeżdża w złym kierunku? I z 10 minut za wcześnie?

Powiem tak: w 4 minuty nie da się dojechać/dojechać/dolecieć z Olsztyna Zachodniego, gdzie wysiadłem z pociągu-widma jadącego do Elbląga, do Olsztyna Głównego. Po małym, kosztującym 40 zł pościgu taksówką za pociągiem miły Pan Taksiarz podrzucił mnie do pewnego hostelu, którego, w porównaniu do pokoi w Łebie (o tym kiedy indziej), polecić raczej nie mogę. Grunt że było wolne miejsce :-P

To chyba tyle na dziś. Odezwę się jak coś się będzie dziać ;-)

A, jakby to kogoś interesowało - jutro pociąg o 9-tej rano.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz