środa, 28 sierpnia 2013

Bałtyk od trochę innej strony

Myśląc przed paroma godzinami o tym, co napisać w kolejnym poście, planowałem napisać gdzie dotychczas byliśmy, co zobaczyliśmy i jak to nam się fajnie żyje na drewnianej łódce co i rusz obfotografowywanej przez turystów. W ciągu ostatnich 30 minut te plany się jednak trochę zmieniły i zamiast o blaskach żeglarstwa napiszę o jego cieniach.

W radiu, telewizji, w prasie i Internecie - wszędzie tam od czasu do czasu słyszy się jak nie o zaginionych na morzach i oceanach z powodu sztormu, to o innych nieprzyjemnych historiach z żeglarstwem związanych. Chociażby historia sprzed kilku-kilkunastu tygodni- zaginął jacht z załogą, ostatni kontakt z kimkolwiek to pytanie jak ominąć sztorm. O ile może jeszcze żeglarstwo śródlądowe nie jest tak niebezpieczne, choć też wypadki się zdarzają - wystarczy wspomnieć historię z tegorocznych Mazur, chyba jej nie opisałem dotąd. Wyobraźcie sobie że płyniecie łódką po jeziorze. Jesteście ba terenie rezerwatu, więc nie ma oznaczeń o podwodnych przeszkodach. I nagle widzicie przed sobą mewę stojącą na wodzie. A konkretniej na czubku podwodnej skały, niewidocznej znad wody. A teraz wyobraźcie sobie, że tej mewy nie ma.

Żeglarstwo ma to do siebie, że często jest się nieświadomym czyhającego na siebie niebezpieczeństwa, przed którym ratuje nieszczęśnika kiła milimetrów, silniejsze dmuchnięcie wiatru czy inny szczęśliwy przypadek losowy. A niebezpieczeństwa są różne: niespodziewany sztorm na środku morza (na zawał podczas takiego zmarł przyjaciel mojego nauczyciela geografii z liceum, większość Czytelników zapewne skojarzy), nagła awaria wszystkich instrumentów pokładowych i środków napędowych czy właśnie taka podwodna przeszkoda. Bo o ile na tej skale na Mazurach stała owa mewa, o tyle na zaliczonej dzisiaj mieliźnie (kamieniu?)  nic nie stało. Szczęście w nieszczęściu, że skończyło się na paru niegroźnych ranach i stłuczeniach. Co innego jednak przywalić w coś takiego płynąc 4kt (węzły) na silniku (jak dzisiaj), a co innego na silnym wietrze, płynąc 7kt.

Dlatego, do wszystkich żeglarzy (i nie tylko): bawcie się, spędzajcie miło czas, ale nie zapominajcie o bezpieczeństwie i ostrożności. I nie ufajcie mapom, GPS-om i własnemu poczuciu pewności. Lepiej się upewnić 1000 razy za dużo, niż jeden za mało.

Dobrych wiatrów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz