piątek, 5 lipca 2013

"Przygoda" rowerowa w stolicy

Jak zapewne znakomita większość wie, w w Warszawie funkcjonuje coś takiego jak Veturilo - rower miejski. Od dzisiaj i ja jestem członkiem grona jego użytkowników. I już po jednym dniu wystawiam projektowi ocenę. Jaką? Już mówię...

Pierwszą odwiedzoną przeze mnie stacją była stacja przy pętli Szczęśliwice. Nie znając się na tym wypożyczyłem pierwszy lepszy rower (z dwóch dostępnych) i... Cóż. Pierwsza moja myśl brzmiała: "To nie chce skręcać!", a następna (chwilkę później): "To nie chce hamować!". Nie dość że rura od kierownica była odkręcona i obracała się wokół swojej poziomej osi, to jeszcze hamowanie trwało około 20x dłużej niż w moim rowerze. W tym miejscu dziękuję panu, który mnie naprowadził na trop hamulców w pedałach :D

Rower oddałem na następnej napotkanej stacji (przy przystanku Bitwy Warszawskiej 1920r) i stamtąd ruszyłem już tramwajem. Widok na stacji: oprócz mojego roweru stały tam 2 ze "spadniętym" łańcuchem (problem w tym, że ten się często zacina jak już spadnie i nie jest łatwo go z powrotem założyć), jeden bez siodełka i jeden bez dętki.

Jadąc siódemką do dworca centralnego zerknąłem jeszcze tylko na stację na placu Zawiszy i nie byłem specjalnie zdziwiony widząc jeden rower z, a jakże, wiszącym poniżej łańcuchem. Stacja na skrzyżowaniu Emilli Plater i Al. Jerozolimskich obsadzona była przez 4 rowery. Pierwszy nie chciał wyjść z elektrozamka, drugi oddałem 3 minuty po wypożyczeniu ze względu na spadnięty i zaklinowany łańcuch, a do celu mojej podróży dojechałem dopiero kolejnym - z również niedziałającym hamulcem ręcznym, bez kosza i przedniego światła.

Wracając do mojej oceny... Powiem tak. 5 za pomysł, 3 za system obsługujący stojaki i elektrozamki, 2 za stan techniczny rowerów i 1 za ich serwis. A, i jeszcze jedna trójka - za łatwość obsługi systemu. Szczególnie rozbroiło mnie wpisywanie na czym polegał problem z wypożyczeniem na klawiaturce w terminalu. A jakże, klawiatura alfanumeryczna :D

Użytkownikom Veturilo życzę cierpliwości! ;)

2 komentarze:

przedrzeczka pisze...

Ciekawy artykuł, od dłuższego czasu zbierałam się do przetestowania tych rowerów, ale widzę, że może być ciężko :D co do ich stanu, to niestety, żyjemy w Polsce. Znajdzie się jeden z drugim ćwierćmózgiem i będzie "hehe, dawaj dla beki podpierdolimy siodełko, hehehe". I tak się niestety kończą takie ciekawe inicjatywy :) Zastanawia mnie jak to wygląda w innych miastach w Polsce.

Pozdrawiam,
Marlena Szylińska (nie pytaj czemu przedrzeczka, sama nie pamiętam)

Bartosz Dotryw pisze...

Co do tego jak wygląda to w innych miastach, to nie byłem w stanie znaleźć w necie opinii na ten temat. Ale myślę, że nie jest aż tak niszczone - bądź co bądź mieszkamy w stolycy :p

Prześlij komentarz