piątek, 26 lipca 2013

MEGArejs

Kołysał nas zachodni wiatr,
Brzeg gdzieś za rufą został,
I nagle ktoś jak papier zbladł -
"Cisza jest, panie Bosman!"

A Bosman tyko zapiął płaszcz
I zaklnął: Ech, do czorta,
Nie daję nam już żadnych szans.
Zero w skali Beauforta!
Zero w skali Beauforta!

Ta parafraza jednej z najpopularniejszych szant idealnie oddaje naszą sytuację z wczorajszego wieczoru i dzisiejszego poranka. Jest dziesięć po dziesiątej i normalnie o tej porze wychodzilibyśmy z portu (tak, jestem na łódce, konkretnie na Nautinerze), ale dziś wyjątkowo płyniemy już od dobrych 50 minut. Wyjątkowo też zamiast o 9 rano, wstaliśmy godzinę wcześniej. A wszystko przez to, że płynąc wczoraj na silniku do Rynu zerwaliśmy na jakichś kamieniach kontrafał steru (czyli linkę, która utrzymuje ster w wodzie), przez co musieliśmy awaryjnie stanąć w porcie, z którego korzystają uczestnicy obozów patentowych. Warunek był taki, że musimy odejść z portu przed dziesiątą, bo wtedy zacznie się praktyczny egzamin patentowy. No to odeszliśmy.

Kolejny zwrot przez sztag (czyli przecięcie linii wiatru dziobem) i kolejny przechył. W tle kolega na gitarze gra Obławę Kaczmarskiego i inne piosenki. Tak od wczoraj wygląda nasza żegluga. Z tą jedną różnicą, że w końcu pojawił się jakiś wiatr. Wcześniej było go o wiele więcej - raz aż tyle, że decydowaliśmy się pozostać w porcie na następne 24h, bo nie byliśmy w stanie płynąć nawet na zrefowanych żaglach (czyli takich o zmniejszonej powierzchni). Ale po kolei:

W sobotę odebraliśmy łódkę od armatora i przeszliśmy przez kanał Giżycki. Nocowaliśmy z pozostałymi pięcioma łódkami MEGArejsowymi (bo tak cała wyprawa się nazywa) w ekomarinie w tymże mieście. W niedzielę dopłynęliśmy do Bogaczewa, gdzie nocowaliśmy na dziko. Następnego dnia przepłynęliśmy do Mikołajek, gdzie zostaliśmy do środy - dopiero wtedy zdecydowaliśmy się stamtąd ruszyć. W tym momencie drogi łódek MEGArejsowych się rozeszły - część popłynęła do Rynu, część została w Mikołajkach, a my zwiedziliśmy część Śniardw i przenocowaliśmy na biwaku na Popielskim Rogu. Stamtąd wczoraj przepłynęliśmy do Rynu. Plan na dzisiaj: dopłynąć jak najbliżej do Giżycka. Plan w zasadzie awykonalny, ale zobaczymy. Póki co znowu skoczył się wiatr.

Krótkie wyjaśnienie do zdjęć: kolega schował głowę pod poduszkę jako zabezpieczenie. Padła bowiem właśnie komenda "zrób kółko, czyli minimum jeden zwrot przez rufę i przez sztag", skierowana do jednego z nie-żeglarzy na pokładzie (my, jako posiadacze patentów, przyuczamy trzech nie-żeglarzy do żeglarstwa).

Ahoj!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz