niedziela, 3 lutego 2013

Samotna wycieczka i trochę fotek

Dzisiaj mniej czytania, a więcej oglądania - czas na pokazanie co fajniejszych fotek z wyjazdu. No, może powiem słówko o samotnej wyprawie w najdalsze zakątki ośrodka Civetta Ski. Zapraszam ;)


Zacznę może od wczorajszej wyprawy (pełna mapa):

Włącznie z wyciągami pokonałem niecałe 40km w niecałe 3,5 godziny. Warunki, jak można zobaczyć poniżej, były nienajlepsze. Najlepiej odda je fakt, że Włosi wyjątkowo puścili w ciągu dnia na trasy ratraki (po których po 10 minutach nie było ani śladu na śniegu) oraz również wyjątkowo patrolowali na skuterach rzadziej uczęszczane trasy (czego zwykle nie robią).

Wyprawę zacząłem od dolnej stacji krzesełek w Pescul (obok naszej Santa Fosci; region Selva di Cadore). Wjechałem nimi i następnymi na samą górę Fertazzy... Może zaopatrzcie się w mapę, coby sobie unaocznić trasę ;)

Tak więc po wjechaniu krzesełkami (11 i 13) na samą górę, brodząc w świeżym puchu po kostki, przetoczyłem się trasą 12 do krzesełek 5, od których dojechałem do Zoldo Alto kolejno trasami: 8, 15, 32 i strasznie długą i płaską 42. Dopiero tutaj dostrzegłem innych narciarzy - około 99% z nich byli to Polacy, a konkretnie dzieciaki w wieku 4-10 lat jeżdżące w grupach. No to wio na górę gondolą, a potem znowu na dół (44 i 34). I tak dotarłem do rejonu Palma. Stąd znowu na górę (37 i 39),a po chwili dłuuuuugą trasą 46, 43, 40 na dół, do krzesełek 32 i na dół 31.

Tutaj, w regionie Palafavera, postanowiłem dla rozrywki krzesełkami 21 wjechać 2 razy, zjeżdżając po drodze trasą 33. Skończyło się to jednak wywrotką, śnieg był tu już bowiem za głęboki...

Potem dość długo jechałem 8 i 3 do regionu Alleghe - naprawdę jest po drodze co podziwiać (potem pokażę widoczki). A stamtąd już prosto do autobusu: gondolami 1 i 3, na dół 9, na górę krzesełkami 6 i ostatecznie na dół, na bolących nogach: 24, 23 i 29.

Czas na zdjęcia. Miłego oglądania (kliknięcie w obrazek przenosi do albumu) ;)

P.S.: Nie wiem czy wiecie, ale narciarstwo w Alpach to już mniej bezpieczna zabawa jak ta w Polsce. Naszemu obozowemu lekarzowi pewien Włoch złamał dwa żebra, a inny kolega prawie skończył w przepaści (na szczęście była siatka asekuracyjna na trasie). Radzę więc uważać podczas jazdy i zejść z nart, gdy tylko pojawi się choćby cień zmęczenia.

Pozdrawiam ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz