piątek, 20 lipca 2012

Pogoda na maksa

Ostatnio dawałem znak że żyję płynąć naszym Twisterem (klasa jachtu) kanałem pod Węgorzewem. I pomimo tego, że rejs skończył się ponad tydzień temu, a jutro otwiera się kolejny rozdział tych wakacji, nadal blog nie był uzupełniany. Przyszedł więc czas, by nadrobić te zaległości. Zanim jednak będę kontynuować historię rejsu, chciałbym poinformować, że w poprzednich trzech postach pojawiły się zdjęcia z rejsu - zapraszam do przeglądania.

A więc skończyliśmy na kanale pod Węgorzewem. W Węgorzewie udaliśmy się na VII Regionalny Festiwal Kultury Łowieckiej. W trakcie 2-godzinnego pobytu na Placu Wolności, mieliśmy okazję oglądać pokaz psów myśliwskich, konkurs budowania wzwyżek myśliwskich, spróbować "naturalne" lody, postrzelać do kaczek, itd. Ogólnie dość ciekawa impreza. Potem wróciliśmy do portu, by przygotować jacht na nawałnicę. W samym mieście była ona dość łagodna, jednak poza nim podobno poczyniła duże szkody.

Przy okazji jeszcze jedno zdjęcie. Normalnie bym go nie wstawiał, ale ze względu na komentarz kolegi... Na łódce podczas cumowania przy kei (czyli parkowania łódki do pomostu) należy cumy wyciągnąć tak, aby były napięte (ażeby łódka nie uderzała o sąsiednie jachty). Sternik używa w tym celu dość popularnej komendy "wybrać i obłożyć" (obłożyć to przywiązać do knagi - takiego zaczepu na łódce), która to właśnie komenda zdaniem kolegi nadaje się idealnie na podpis poniższego zdjęcia (należy kliknąć, aby powiększyć i dojrzeć szczegóły):

Następnego dnia, w trakcie drogi powrotnej do portu docelowego, zatrzymaliśmy się w bunkrach Kwatery Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych (OKH) "Mauerwald" (miejsc. Mamerki). Polecam do zobaczenia jak to wyglądało, choć nie jest to to, co tak bardzo lubi zwiedzać wiele wytrawnych podróżników (wszystko na wierzchu, zero schodzenia pod ziemię, itp). Na miejscu można spróbować także swoich sił w strzelnictwie.

Następnego dnia odwiedziliśmy cmentarz niemiecki na górze pod Węgorzewem (tablica właśnie z niego; napis głosi Umarli - a jednak żyją / Zasnęli - a przecież czuwają / Odpoczywają - Do nowego czynu / Ziarno przyszłości), a następnie, gonieni przez burzę, dopłynęliśmy do portu Kal. Oto widoki:

Dzień 10 lipca obfitował w dość dobry wiatr, wspaniałe żeglowanie, mały spacer - dla rozruszania nóg i brak ciekawych zdjęć. Ponieważ jednak kończył się on przedostatnią nocą na tej łodzi (a ostatnią przed cumowaniem w porcie), na obiadokolację mieliśmy ognisko z kiełbaskami. Następnego natomiast dnia, płynąc powoli, dotarliśmy po południu do portu docelowego. Tam sprzątanie łódki i wyprawa do Giżycka - na kebaba ;)

Wyprawa skończyła się chowaniem pod dachem przed burzą. Wróć, nawałnicą. Wróć, sztormem. Tak, tym, co przeszedł przez większą część Polski powodując ogromne szkody. A potem okazało się, że z powodu awarii prądu kebabodajnię zamknięto. Poszliśmy więc do innej - okazało się, że za 10zł można się najeść do syta. I to dość dobrze, nawet pomimo braku prądu.

Rejs zakończyliśmy obejrzeniem Strasznych Filmów 1 i 3. I tyle.


Jutro natomiast wyruszam na kolejny wyjazd, więc możecie spodziewać się w niedalekiej przyszłości kolejnych postów. Do usłyszenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz