sobota, 7 lipca 2012

Śladami mazurskich kurortów żeglarskich

Upał... grzeje... niemiłosiernie. Ledwo da się oddychać. Ile ja bym dał za zimną kąpiel. Jeśli jednak nie macie (tak jak ja w tej chwili) możliwości wskoczyć do jeziora/basenu i nie macie nic lepszego do roboty, możecie równie dobrze poczytać co tam słychać u załogi Chochoła.

Opowieść skończyliśmy w dość upalny, wietrzny dzionek dnia 4 lipca. Wieczorem pogoda zmieniła się jednak diametralnie. Mianowicie dzień skończyliśmy uciekając w kamizelkach ratunkowych (założonych na wszelki wypadek) przed sporą burzą po wzburzonym jeziorze. Najpierw wpłynęliśmy do pewnej dzikiej przystani, ale ponieważ przestało padać ruszyliśmy dalej i ostatecznie zacumowaliśmy w Niedźwiedzim Rogu - dość dużej, choć ukrytej przez drzewa przystani. Udało nam się nawet podładowac tam akumulator łódki i uzupełnić zapas wody.

Rano w czwartek obudził nas upał. Planowaliśmy przepłynąć dość dużo, więc uruchomiliśmy silnik (z powodu braku wiatru) i ruszyliśmy w stronę Mikołajek, skąd po kąpieli w jeziorze, pizzy i drobnych zakupach ruszyliśmy dalej kanałami w stronę Giżycka. Nie udało się niestety dotrzeć do tego miasta owego dnia i byliśmy zmuszeni przycumowac na noc w pewnej wsi pomiędzy kanałami. Z powodu trwającej tam imprezy prawniczo-żeglarskiej, poszliśmy spać dopiero po północy.

W piątkowy poranek obudzono nas w podobny sposób jak dzień wcześniej. Po porannej toalecie i śniadaniu, koło dziesiątej opuściliśmy przystań na żaglach - wiatr bowiem wiał już od świtu. Do Giżycka dopłynęliśmy koło 15:30 (po kąpieli w jeziorze z burt jachtu). Następnie przepłynęliśmy pod obrotowym mostem i zacumowaliśmy w Port Royal za miejskim kanałem, by udać się na najlepszego (z tych, które do tej pory jadłem) kebaba. (Jak się komuś przyda ta informacja, to kebabodajnia znajduje się w budynku Giżyckiej Biedronki.) Następnie godzinę spędziliśmy na płynięciu do kolejnej ukrytej przed widokiem przystani...

...z której to przystani wyruszyliśmy dzisiaj na silniku (brak wiatru), potem postawiliśmy żagle (wiatr się na chwilę pojawił), a teraz mkniemy znowu na silniku przez kanał przed Węgorzewem. I - o dziwo - pojawiły się chmury, wraz z małym ochłodzeniem, smsem od MOPRu ostrzegającym o burzy i informacją od kolegi o takowej burzy pędzącej na nas znad morza. Dam znać jak się to skończy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz