sobota, 26 maja 2012

Podsumowanie maja

Jak dobrze, że się ochłodziło. W środę było tak gorąco... Co zresztą widać na załączonym zdjęciu.

Dawno nie pisałem. A trochę do napisania jest - od krótkiego podsumowania pobytu kuzynostwa w Warszawie (w tym m.in. krótka wycieczka rowerowa po Warszawie), poprzez spektakl w Och-Teatrze, na sobotnio-niedzielnej Nocy Muzeów kończąc. Ale zacznijmy od początku.

Na majówkę nigdzie nie wyjeżdżaliśmy. Postanowiliśmy więc zaprosić do Wawy kuzynostwo. Przyjechali (o dziwo niespóźnionym) pociągiem 1 maja i jeszcze tego samego dnia wybraliśmy się na rowery i kolejkę grawitacyjną na Szczęśliwicach. Trochę ciekawiej było następnego dnia. Dzień zaczęliśmy od kręgli w Galerii Mokotów.

Tutaj pozwolę sobie Czytelnika ostrzec: nie polecam tego miejsca na kręgle. System obsługujący tory co rusz się psuje, na torach ciągle brakuje po jednym kręglu (trzeba zresetować tor i czekać kolejną minutę), a zbite kręgle liczone są z dokładnością do 1-2 kręgli (dość rzadko liczy je poprawnie). Jeśli Czytelnik ma ochotę pograć w kręgle, polecam kręgielnię w centrum Hulakula w podziemiach BUWu.

Po kręglach zakupiliśmy bilety do kina i, oczekując na seans, w Subway'u zjedliśmy po kanapce. I udaliśmy się na film. Mający niedawno premierę Gniew Tytanów wybraliśmy na zasadzie mniejszego zła (do wyboru były jeszcze m.in. Igrzyska Śmierci, Avengers 3D, Alwin i wiewiórki i Tulisie). I o dziwo nie było najgorzej. Pomimo faktu, że była to druga część filmu pt. "Starcie Tytanów" (którego nikt z nas nie oglądał), to już po chwili byliśmy zorientowani w temacie. Akcja wartka, moim zdaniem dość ciekawa. No i najważniejsze - w końcu jakieś wytchnienie od lektur szkolnych. (Osobiście lubię czytać książki - to wie prawie każdy, kto mnie zna - ale p. prof. ze szkoły wie jak do nich zrazić...) Jedynym problemem były okulary, a właściwie samo 3D - początkowo bowiem puszczono film w innej technologii 3D, niż ta obsługiwana przez okulary. Na szczęście po interwencji około 85% sali błąd ten szybko naprawiono.

Następny dzień spędziliśmy dość aktywnie. Najpierw od rana do wieczora chodziliśmy po Centrum Nauki Kopernik. O samym CNK ciężko w dwóch słowach coś powiedzieć, to trzeba po prostu samemu zobaczyć. Zapewniam, że jest warto. Ja byłem tam już drugi raz, ale stawiam własną głowę o to, że nie widziałem jeszcze wszystkiego... Tym razem jednak udało mi się dostać także do planetarium (którego nie miałem okazji zwiedzać za pierwszym razem). Pierwsze wrażenie: O_O. Drugie wrażenie: ŁAŁ! Przy trzecim nadal zbierałem szczękę.

Po wejściu do środka pierwsze co się widziało to rzędy krzesełek (fajnie zresztą rozkładanych - jak do spania). Po siądnięciu (tak wiem, łabędź wodę przepływowywuje... xD) na nich, a właściwie położeniu się, miało się okazję spojrzeć na ogromny kulisty sufit. Najpierw zostały na nim pokazane dość śmieszne reklamy sponsorów, a dopiero później przeszliśmy do właściwego programu: wpierw pokazanie gwiazd widocznych na niebie, następnie projekcja filmu "Narodziny życia". Po trwającym w sumie godzinę seansie byłem pod wielkim wrażeniem - i gorąco to przeżycie polecam również czytelnikowi

Pod wieczór udaliśmy się do restauracji Blue Cactus (restaurację bardzo polecam: przyjemna atmosfera, bardzo dobre, choć niezbyt tanie jedzenie i miła obsługa), a po obfitym posiłku odwiedziliśmy fontanny na Podzamczu aby uczestnicząc w premierze specjalnej wersji tego "przedstawienia" na Euro2012. Jako że miałem okazję brać udział w jednej z poprzednich wersji tego wydarzenia, mogę obie porównać i, szczerze mówiąc, wolę tę wcześniejszą. Poniżej po trzy zdjęcia starej i nowej wersji:

2011

2012

Ostatni dzień pobytu kuzynostwa w Wawie to wycieczka rowerowa. Tym razem mało, bo tylko 20km, ale i tak było fajnie.

Tymczasem w niedzielę dwa tygodnie temu poszliśmy (już bez kuzynów) do Och-Teatru. Kiedyś chodziłem z mamą do Filharmonii Narodowej, ale to się skończyło. Teraz w liceum czasem chodziłem z kolegą do Opery (wyjścia organizował p. prof. od fizyki) - chwilowo mamy przerwę. A gdy usłyszałem, że mama kupiła bilety do teatru - podszedłem do tego troszkę sceptycznie. A okazało się że niepotrzebnie. Przedstawienie "Pocztówki z Europy" wyreżyserowane przez p. Krystynę Jandę było dość dużą dawką dobrego humoru, choć nie tylko. Cała sztuka - zarówno gra aktorów, jak i fabuła - bardzo mi się podobała (strona spektaklu na portalu OchTeatr) i gorąco ją Czytelnikowi polecam.

A ostatni weekend spędziliśmy łażąc po (dwóch) muzeach na starówce podczas Nocy Muzeów. Pierwszym było Muzeum Historyczne m. Warszawy, a właściwie dopiero co otworzone piwnice pod nim (w sumie nic ciekawego, nielicząc faktu, że coś takiego istnieje, oraz tego, że w jednej z odwiedzanych sal przed parędziesięcioma laty odbyło się... wesele moich rodziców ;)). Drugim "muzeum" był dom Marii Skłodowskiej-Curie. Miałem nadzieję, że będzie wybuchowo, ale były tylko suche fakty na ścianach, jakieś eksponaty w gablotach i 2 małe stoiska. Jedno dotyczyło radioaktywności, na drugim - przy tym był największy tłum - pokazywane były doświadczenia chemiczne. No i w kącie sali stało urządzonko badające poziom radioaktywności u danej osoby.

A wracając do czasów aktualnych, to wyskoczyłem sobie wczoraj wieczorem na mały spacer z aparatem. Zanim jednak pokażę zdjęcia, winien jestem podziękowań pewnemu kierowcy autobusu, który (w przeciwieństwie do tych zamykających drzwi przed nosem) poczekał, aż dam sygnał że może jechać - tak, żeby ujęcie wyszło jeszcze lepsze. A zdjęcia - w sumie nic specjalnego ;)

1 komentarz:

Ita pisze...

Też byłam na "Gniewie tytanów" - całkiem niezłe :)

Prześlij komentarz