poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Rowerem po Warszawie: WWWWW2

Nareszcie pogoda się ustabilizowała - od mniej więcej tygodnia nie padało. Pojawiła się więc okazja, by w wolnym czasie (czyli w sobotę) pojeździć na rowerze. I tak wziąłem udział w zorganizowanej przez dwóch kolegów ze szkoły wycieczce rowerowej. No i przy okazji pobiłem swój rekord - przejechania 70km w jeden dzień w życiu bym się nie spodziewał.

Mapa

Zaczęliśmy przy północnym wyjściu z metra Młociny, skąd pojechaliśmy na południowy zachód i kręcąc się po okolicy dotarliśmy do położonych obok Fortu Radiowo pozostałości Transatlantyckiej Centrali Radiotelegraficznej:

Po pół godzinie zwiedzania wydostaliśmy się na zewnątrz przez dziurę w płocie i długim prostym odcinkiem Radiowej, a potem Powstańców Śląskich, dojechaliśmy do okolic Fortu Bema, skąd, bez zbędnych przestojów, udaliśmy się ulicami Koła (takie osiedle na granicy Bemowa i Woli) przez Park Moczydło do Parku im. Szymańskiego:

Został założony w 1974 r., patronem parku jest poeta robotniczy pochodzący z dzielnicy Wola – Edward Szymański. Na terenie parku znajdują się między innymi: popiersie patrona, plac zabaw dla dzieci oraz staw "Oczko".

Park ten bardzo polecam na weekendowe spacery - ogromne obszary zieleni, place zabaw dla dzieci, stawy i strumyki, no i mnóstwo miejsca na grę w piłkę oraz jazdę na rolkach czy rowerze.

Po godzinie odpoczynku, gry piłką do siatkówki i oblewania się wodą z pobliskiego źródełka ruszyliśmy dalej: Elekcyjną i Jana Kazimierza dotarliśmy do starej lokomotywowni Odolany. Plan był następujący:

(...) wchodzimy nielegalnym wejściem i wyjeżdżamy legalnym wyjściem, tak, że jak ktoś coś będzie się rzucał to nie robimy problemu tylko wyjeżdżamy tak jak mieliśmy w planie.

Plan niestety nie wypalił, bo w momencie dotrzenia... dotarcia... Bo kiedy dotarliśmy, drogę zagrodziła nam głęboka i szeroka strumykokałuża, a po minięciu jej bokiem (czyli przedzieraniu się przez wysokie trawy), przez teren zdążyły przecisnąć się tylko 4 osoby - resztę powitało (i pożegnało) dwóch miłych, dużych goryli:

Wynocha mi z tym rowerem!

Tak więc musieliśmy wrócić przez wysokie trawy i pobliską dróżką dojechać do oddalonego o zaledwie 100 metrów legalnego przejścia przez tory (oczywiście toczący się pociąg towarowy nie mógł podjechać jeszcze 10 metrów, żebyśmy mogli normalnie przejść...):

Po krótkim postoju na stacji Lokomotywownia Odolany (która swe okresy świetności miała baaardzo dawno temu), przejechawszy 2km ulicą Potrzebną (w dzielnicy PERFEKT xD ) dotarliśmy do niesławnej ulicy Globusowej, gdzie mistrzowskim sposobem (patrz: ~26km na mapie) przedostaliśmy się na drugą stronę torów, by na Tynkarskiej... poczekać na zagubionego w okolicy kolegę (całkiem przypadkiem jednego z organizatorów wycieczki).

Potem standard: ślepa uliczka, błądzenie po ulicach osiedla Chrobry i Ursusa, i w końcu przejazdjazd ulicami Wiosny Ludów i Regulską... i Regulską, i Regulską (długa była), potem Sadową itd. do DaGrasso w Pruszkowie. Tam spędziliśmy ok. półtorej godziny na aktywnym odpoczynku [czyt: obżeraniu się pizzą], po którym to czasie Aleją AK i Pęcicką wpadliśmy w zaczynający się Graniczną ciąg ulic idący przez Michałowice, Puchały, Falenty (m.in. stawy przy Alei Krakowskiej), Falenty Nowe itd. Aż do Puławskiej. Puławską na północ. Potem na południe, bo ktoś przeoczył ul. Leśną. No i ostatecznie Lasem Kabackim dotarliśmy do znanej pewnie wielu z Was polanki na ognisko przy lesie.

W sumie było niecałe 70km - wycieczkę polecam osobom z dobrą kondycją, szczególnie ze względu na długi dystans i kilka długich monotonnych i męczących fragmentów.

Na dzisiaj to tyle. Miłego długiego weekendu!

2 komentarze:

Mściwój Ogórkowski pisze...

Spoko, fajnie, że Ci się podobało :D
Tych goryli nie było dwóch, oprócz nich było jeszcze trzech kolejarzy, także mieli przewagę liczebną, ale monstrualna erudycja pozwoliła nam się stamtąd wykaraskać. Dzięki Staśkowi reszta również przeszła przez Lokomotywownię - również nielegalnie.
Aha, i oni nie mówili: "wynocha". Użyli innego słowa. Również na "w". Ale rozumiem, że możesz nie chcieć tu pisać :)
Cytat z oficjalnego programu jest dobry. Adekwatny.
Aha, i ciężko polecać coś jednorazowego. ;)
Chociaż z pewnością będzie za rok :D

Robaczek pisze...

Bardzo ładnie piszesz relacje. Ta jest nie za długa, treściwa, z dawką inteligentnego humoru. Cud, miód, orzeszki.

Jaka szkoda, że w tym czasie musiałam być poza domem :(

Prześlij komentarz