czwartek, 23 lutego 2012

Trochę o wszystkim, a trochę o niczym

Pogoda jaka jest - każdy widzi. Ma to jednak również pewną zaletę - siedzę w domu chory, a w momencie kiedy rano się budzę, koledzy i koleżanki wychodzą w szkole na pierwszą przerwę - dziś kończąc biologię i przygotowując się psychicznie na historię. Przynajmniej jest ciepło - jak tydzień temu w środę napruszyło śniegiem to ciężko.. tzn. trudno było dotrzeć do szkoły.

Nie wiem czy zauważyliście, ale częstotliwość awarii danego sprzętu zwiększa się wraz z datą jego zakupu. Co mam na myśli? Ano to, że stary czajnik był w stanie wytrzymać z 10 lat, podczas gdy nowe trzeba wymieniać częściej. Marketing polega teraz nie tylko na tym, żeby już w listopadzie ozdabiać galerie handlowe ozdobami świątecznymi, ale także na tym, żeby sprzedany towar działał nie dłużej niż miesiąc od zakończenia gwarancji (tak jak pewne ogłoszenie pokazywane kiedyś w Teleexpresie: "Pralki - gwarancja na 4 lata*" i poniżej drobnym druczkiem: "* - warunek: nie używać przez pierwsze trzy lata"). Do czego dążę? Do trzech Swingów na awaryjnych które minąłem na placu Narutowicza, a które wcześniej przez ok. 40 minut blokowały trasę od Korotyńskiego do Och-Teatru... Może i są fajne ze względu na ciepełko w zimie i klimę w lato, ale trzeba przyznać, że psują się dość często (np takie zepsucie 9/02/2012). A jak ktoś chce wiedzieć czemu tak jest, to zapraszam do artykułu Nowe tramwaje PESA Swing mogą nie wytrzymać zimy (wiem, że to o Gdańsku, ale Swing to Swing).

No więc siedzę sobie w domu. A że nie mam co robić to czytuję książki i słucham muzyki. Oprócz standartowych lektur (Glorię Victis Orzeszkowej czytam trzeci dzień ;) ) to ostatnio (no, może trochę dłużej niż 'ostatnio') przekonałem się też do książek podróżniczych. Mówię tu głównie o Cejrowskim, ale nie tylko - w przerwie między "Rio Anaconda", a "Podróżnikiem WC" postanowiłem zajrzeć do książki Jasia Meli pt. "Poza horyzonty".

Lubię książki, w których główny temat podejmowany jest w humorystyczny sposób (tak jak np. u Cejrowskiego). Książka Jaśka Meli zaczyna się natomiast od początku - czyli jak rozpoczął się nowy etap Jego życia. Nie wchodząc w szczegóły, ta część do zabawnych nie należy... Ale potem zaczynają się opowiadania: o wyprawie na bieguny, na Kilimandżaro... O założeniu fundacji, by móc pomagać innym w odnalezieniu szczęścia i byciu niepełnosprawnym. Bo - jak pisze - kalectwo dotyczy umysłu, a niepełnosprawność ciała. W tej książce jest coś takiego, że nie da się jej nie lubić. Historie opowiadane są językiem potocznym, co zbliża do niej czytelnika. Więcej o książce przeczytać można tutaj.

A jeżeli chodzi o muzykę to na przykład takich kawałków słucham i (i mogę je Wam polecić):

Tak na koniec dodam jeszcze, że użytkownicy przeglądarki Google Chrome mogą pobrać (nie chwaląc się napisane przeze mnie) rozszerzenie Charity, które codziennie pamięta za Użytkownika o klikaniu w Pajacyka i Okruszek (propozycje innych stron tego typu proszę zgłaszać w komentarzach). Rozszerzenie do pobrania tutaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz