niedziela, 22 stycznia 2012

Włochy 2012 - Santa Caterina

Jak co roku, tak i tym razem pojechałem w czasie ferii na narty z moim gimnazjum (grupa ReytanSki). Tym razem wyjazd do Santa Caterina, niedaleko Tému, gdzie byliśmy rok temu.

Wyruszyliśmy w piątek o 19, z zamiarem dotarcia do celu po 22h, a więc o 17 w sobotę. Dojechaliśmy przed 21. 26-godzinna podróż, podczas której ledwo byłem w stanie usnąć, o zatkanym nosie już nie wspominając, do najlepszych raczej nie należy (no, może w kategorii czas trwania). Tym bardziej dlatego, że przerwali w połowie Sherlocka Holmesa, żeby włączyć Asterixa i Obelixa.

Dobra, nie będę zrzędził (a mógłbym jeszcze parę rzeczy dorzucić, np łóżka w hotelu...). Zresztą zrzędzenie samo skończyło się dziś rano - po wyjściu na stok okazało się, że jest świetnie przygotowany, a co najważniejsze, kolejki nie były długie. Ogólnie jeździło się dziś super! No i może dlatego z dzisiejszego dnia nie mam żadnych fotek. ;-)

Tras może nie jest ogrom, jak w niektórych kombinatach górskich, ale jest gdzie jeździć. Do wyboru mamy 17 ogrodzonych tras, przynajmniej na mapie, na której nie ma zaznaczonej co najmniej jednej trasy. Do tego należy wliczyć mnóstwo możliwości of-ride'u (nie wiem jak to tu stoi z legalnością, ale dużo osób tak jeździ). Większość tras czerwona. Do tego czarną i kilka niebieskich.

Ten obiekt podzielić można na dwie części: za górą (gdzie dominują krzesełka) i część "frontową", gdzie oprócz krzesełek znajdziemy gondolki i orczyki.

Później napiszę o samym miasteczku, o ile pójdę w najbliższych dniach na spacer w tamtą stronę ;-)

Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz