środa, 14 września 2011

Szkoła i życie

Pomimo tego, że szkoła trwa już prawie dwa tygodnie, jeszcze się do wstawania o 6:35 nie przyzwyczaiłem. I pewnie przez miesiąc się jeszcze nie przyzwyczaję. No bo jak szybko się przestawić z pobudki ok. 9-10 na 6:35? Nie da się. A przynajmniej ja nie umiem.

A więc szkoła się zaczęła. W moim przypadku druga klasa liceum. Nauczyciele się nie pozmieniali, przynajmniej w większości, no bo zamiast bardzo fajnej i miłej pani od biologii z pierwszej klasy, teraz lekcje mamy z panią dyrektor, ale z drugiej strony religię zamiast z SS ("szarą siostrą", słabo przez klasę lubianą osobę) mamy z panem, którego powitaliśmy podwójnymi brawami - raz w momencie wejścia do klasy, drugi raz - gdy ogłosił, że nie odda nas siostrze jak wróci po zwolnieniu do szkoły.

Co oprócz tego? Różnie. Za półtora tygodnia na liczniku odliczającym do hucznej 18-tki stuknie równo 365 dni. A ja tymczasem od dwóch dni wagaruję z termometrem pod pachą. Chociaż w moim przyzpadku nie jest to za dużo, a za mało. Osłabienie organizmu. Przez dwa kolejne też mnie nie będzie - badania kardiologiczne. Czemu? Cóż - to już osobna historia sięgająca początku szkoły podstawowej... To znaczy czasów, gdy ja podstawówkę zaczynałem, a nie starożytnej Grecji.

Chodziłem wtedy dwa razy w tygodniu na gimnastykę korekcyjną na warszawskim AWF-ie. W wakacje, chyba przed czwartą klasą podstawówki rodzice postanowili coś zmienić. I tak zamiast jeździć co pół tygodnia na Marymont zacząłem chodzić co pół tygodnia na Gwardię - trenować zapasy. (Sprawę polecam, szczególnie na Gwardii, trenerzy bardzo dobrzy, kupa dobrej zabawy, a jednocześnie świetnego sportu.) Jednak jako że to jest duży, znany klub sportowy, to obowiązkowo trzeba co pół roku robić badania lekarskie. A jak podczas jednego mi wyskoczyło tętno 46 to w książeczce sportowca przed 'dozwolony' w 'Sport dozwolony' pojawiła się partykuła 'nie'. A jako zadośćuczynienie dostałem skierowanie do kardiologa. I tyle. Teraz co rok muszę robić badania.

Ale teoretyczny zakaz uprawiania sportów wyczynowych nie przeszkadza w dobrej zabawie - od żeglarstwa poczynając. Np. w te wakacje zostałem szczęśliwym posiadaczem patentu żeglarza jachtowego. Znaczy czysto na papierze. Bo na plastik jeszcze poczekam conajmniej miesiąc.

I na żeglarstwie dziś skończę, chociaż pewnie długo mógłbym jeszcze pisać. Miłej drugiej pofłowy tygodnia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz