wtorek, 27 września 2011

Polityka i wyedukowanym być

Coraz częściej słyszę w radio o programach wyborczych różnych partii, czy o tym, że do rostrzygnięcia którą będziemy mieli RP zostało 2-3 tygodnie. Postanowiłem przyjrzeć się sprawie. I wiecie do czego doszedłem? Że za niecałe dwa tygodnie mamy wybory.

Ja tam na wybory nie chodzę. Zresztą to, że mam dopiero (BTW od niecałego tygodnia) 17 lat jest tylko częścią przyczyny takiego stanu rzeczy. Drugą częścią jest to, że polityka mnie po prostu nie interesuje. Nie dlatego, że jestem apolityczny, tylko po prostu nie odpowiada mi forma dzisiejszej polityki. No bo tak: PiS walczy z PO, Kaczyński krytykuje Tuska, wykorzystując dodatkowo Katastrofę Smoleńską do własnych celów. A wszystko dodatkowo wzmaga się przed wyborami, kiedy to każdy szanujący się (siebie, a innych nie) polityk robi wszystko, żeby pokazać jaki to on jest dobry i że chce wszystkiego tego, czego chcą wyborcy, i że jego przeciwnik niby tego nie chce. Czyli inaczej robi wszystko żeby wygrać. Dosłownie wszystko - ni mniej, ni więcej.

Zresztą nie tylko ja uważam, że polityka w Polsce powinna przejść kompletną reformę, a obecni politycy pójść w odstawkę - nie raz, nie dwa pytałem znajomych ze szkoły za którą są partią. Większość wypowiedzi sprowadzała się do: "Jestem za PO, ale to na zasadzie mniejszego zła, tak jak moi rodzice... Ale ogólnie uważam, że polityka w Polsce jest do kitu."

Do tego się wszystko sprowadza - do "tak jak moi rodzice". Młodzież ostatnio coraz rzadziej ma swoje własne zdanie... Chociaż jednomyślni też potrafimy być. Przykład? Proszę bardzo: wybory na prezydenta samorządu uczniowskiego naszego LO wygrał (no, prawie)... bębny proszę... Król Julian. Całkiem sporo zdobył głosów...
No i co do jednomyślności - prawie wszyscy znajomi, których pytałem uważają, że politycy powinni wstać od stolika i przejść się pod drzwi (aluzja dla "wyedukowanych" - m.in. poltexów, nawiązanie do cz. III Dziadów).

A skoro już o byciu wyedukowanym mowa - dla wszystkich, którzy mają problemy z typową pamięciówą (typu geografia, historia) polecam metodę, którą nazywam metodą żółtego jamnika, czyli znaną części metodę tworzenia absurdalnych historyjek. To naprawdę działa - np. za pomocą "Piotrek czerstwą warstwą chleba na brzegu jelenia w Krakowie nakarmił" zapamiętałem w odpowiedniej kolejności nazwy większości przywilejów szlacheckich z czasów Jagiellonów. Przyda się na czwartkową klasówkę z histy.
A dla tych, którzy chcą wiedzieć skąd nazwa "żółty jamnik", to wzięła się od historyjki, którą uczyłem się rzek w Azji na klasówkę z geografii w gimnazjum. Żółty to żółta rzeka - Huang He, a jamnik to Jangcy. Proste i niezawodne ;)

No i na dziś tyle.

Gorąco pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz