środa, 3 sierpnia 2011

Z dwu dni dziennik

Przedwczoraj było bardzo lokalnie. Odwiedziliśmy tylko dwa obiekty - oba w Sandomierzu. Można mówić w zasadzie o leniuchowaniu (jako przeciwieństwo zwiedzania, nie jako nic-nie-robienie), gdyż tym drugim był miejski basen. I będzie trochę niechronologicznie, bo to od niego zacznę.

Wchodzimy do budynku, dalej na I piętro, w kasie płacimy za godzinę (od tego się zaczyna i później dopłaca się za każdą następną rozpoczętą godzinę). Od razu uwaga: trzeba mieć czepek. Szatnia, natryski i wychodziny na halę basenową. Pierwsze co widzimy to basen pływacki i wejście do zjeżdżalni wodnej (krótkiej, ale też sprawiającej przyjemność). W końcu okazuje się, że jest tam też jacuzzi, płytki brodzik dla najmłodszych oraz basen nie-pływacki (do zabaw, podtapiania się, grania w piłkę i co kto jeszcze wymyśli). Te dwa ostatnie są jednak... na parterze. Owszem, basen jest dwupoziomowy (schody są na hali basenowej). Co ważne, na obydwu piętrach są ratownicy, a budynek przystosowany jest dla osób niepełnosprawnych - tzn. windę dla nich znaleźć można również na hali basenowej.

Przed basenem udaliśmy się natomiast do Wąwozu Królowej Jadwigi - głębokiego na kilka metrów wąwozu lessowego niedaleko starego miasta w Sandomierzu. Widok piorunujący, wspaniałe widoki i okazje na robienie zdjęć. Kiepskim jest jednak pomysłem wchodzenie do niego po tylu deszczowych dniach (dopiero wczoraj nie padało i pojawiło się słońce, które dziś też zresztą przygrzewa). Wiecie chyba czemu...

Wczoraj natomiast zaczęliśmy od zespołu pałacowego Popielów w Kurozwękach. Spędziliśmy tam 4 godziny, w skład których wchodziło zwiedzanie pałacu (krótko i mało szczegółów...), wjazd kolejką na pole bizonów (nawet ciekawe), godzina chodzenia po labiryncie w polu kukurydzy (świetna zabawa, bardzo polecam nawet dla rodzin bez małych dzieci), jazda quadem (są też inne atrakcje jak choćby zjazd na linie, czy kolejka dla najmłodszych) i obiad w miejscowej restauracji (całkiem smacznie, polecam).

Zaraz po Kurozwękach pojechaliśmy do starego miasteczka - Szydłowa. Oprócz tego, że nadal otoczone jest murami obronnymi, co już stanowi atrakcję, są tam też inne ciekawe miejsca jak na przykład muzeum regionalne, muzeum kultury żydowskiej w starej synagodze, ruiny zamku, brama krakowska i sporo więcej. Co ważne, bilet zakupiony w jednym z tych miejsc uprawnia też do zwiedzania tych pozostałych, co oznacza że za 5,50 od łebka (3,50 w przypadku nieletnich) zwiedzimy całe miasteczko i wszystkie 12 atrakcji.

I wczoraj to tyle. O dniu dzisiejszym nie będę się rozpisywał, jako że się po prostu byczymy... No to do usłyszenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz