wtorek, 9 sierpnia 2011

Włosi

Nawet nie wiecie jak ciężko się dogadać z Włochem, który nie zna ani angielskiego, ani niemieckiego. Słucham? Pytacie co ma piernik do wiatraka, w sensie Włoch do Sandomierza? Ano już tłumaczę.

Okazuje się bowiem, że Sandomierz już dawno opuściliśmy, ba, mnie zdążyło nawet przywiać w południowe Niemcy. Tak przywiać, bo to właśnie Lufthansą (o dziwo spóźnioną) przyleciałem do Niemiec na kurs językowy. Nie powiem gdzie i jaka firma, przynajmniej nie teraz, bo 3 Polaków na tydzień starczy.

Siedzę więc tu i... Nie robię chwilowo nic. Czemu? Czekam aż się pojawi słońce. Nie pytajcie jaka jest pogoda. Leje. Leje. I jeszcze raz leje. I to od niedzieli, kiedy to mnie tu przywiało.

W pokoju jestem tylko z Włochem... No, właściwie włosko języcznym Szwajcarem, ale to znaczenia żadnego nie ma. Tu na obozie obowiązuje coś takiego jak Zimmerzeit (niem. czas pokoju). Oznacza to, że po 22:30 nie wolno nam przebywać poza pokojem (nie licząc toalety i pryszniców), a po 23 światła muszą być zgaszone. O ZZ (jak od terz nazywać będę Zimmerzeit) głowę do pokoju wtyka opiekun i mówi zaczyna rozmowę (głównie z Włochem):

- Halo.
- Ciao.
- Es ist Zimmerzeit... (Jest Zimmerzeit)
- E?
- Zimmerzeit, room-time
- E?
- Nichts - machnięcie ręką - geh schlafen (Nic, idź spać) - zamyka drzwi.
- E?
Zaczynam więc biedakowi tłumaczyć:
- Zimmer. Zeit.
- E?
- Du darfst nicht raus dem Zimmer gehen. (Nie wolno Ci wychodzić z pokoju).
- E?
- You are not allowed to go out of the room (to samo po angielsku)
- E?
- You - wskazuję na niego palcem - out - wskazuję palcem drzwi - no - wykonuję rękoma ruch oznaczający ogólnie nie, zakaz, etc.
- Grazie. (wł. dziękuję)

I na tym koniec. Skojarzyło mi się to trochę z książkami pana Cejrowskiego, który miał podobne trudności w dogadaniu się z paronastoma mieszkańcami dżungli (w l. mn.) etc ;)

Dobra, dziś was już nie będę dalej zamęczać. Gute Nacht! Buena notte! (Czy jakoś tak ;) )

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz