środa, 27 lipca 2011

Prawo Murphy'ego

Baranów sandomierski. Zespół pałacowy tętni życiem. Robotnicy kursują w tę i wewtę. Pszczoły, osy i inne owady pokazują co to znaczy praca. Ale i nie tylko oni. Sam zamek też przechodzi renowację; całkowicie odnawiany jest mur wokół zamku, a i ogrody przechodzą przeobrażenie.

Jest poniedziałek. Postanawiamy zamek ów odwiedzić. Wyruszamy w trasę. GPS prowadzi nas przez prom. I tu pierwsza niespodzianka - poziom wisły jest tak wysoki, że prom nie kursuje. Wracamy więc i Wisłę pokonujemy zwykłą metodą - mostem. Do Baranowa Sandomierskiego dojeżdżamy po ok. 20 minutach. Parkujemy. Coś cicho tu... Za cicho.

Za postuj na parkingu nie płacimy. Za wejściówkę też nie. Po chwili dowiadujemy się czemu: w poniedziałki... NIECZYNNE!!! Obchodzimy więc tylko ogród po czym wsiadamy do samochodu i wracamy do domu.

Następnego dnia podejmujemy drugą próbę. Przejeżdżamy przez Sandomierz i stwierdziwszy, że woda nie opadła wystarczająco dla promu, od razu kierujemy się na most. Do mostu docieramy w wyjątkowo krótkim czasie. Droga była pusta, więc można się było rozpędzić... A potem z piskiem zachamować przed znakiem zakaz wjazdu. "Awaria mostu" - przeczytaliśmy. No cóż... Nie ten zamek, to inny. I tak dotarliśmy do Krzyżtopora.

Ni to zamek, ni ruiny... W sensie zbyt zniszczone, by nazwać to zamkiem (przynajmniej na tej zasadzie, na jakiej zamkiem jest budynek w Baranowie), ale nadal nie aż tak bardzo, by nazwać to ruinami.

Tu kolejna niespodzianka. Na tym zamku też trwały prace "zabezpieczające". Jak się okazuje, pod ten termin podchodzi wymiana zadaszenia, remont jednej z sal (na muzeum) oraz wjazdu. W związku z tym ów wjazd (wejście na zamek) wraz z częścią zamku były zamknięte i zagrodzone dla zwiedzających. Cóż, panowie odwalający tam, nie powiem, kupę dobrej roboty, nie pomyśleli o jednej rzeczy. Mianowicie zamek który ma sporo ciemnych zaułków i drugie tyle równie ciemnych przejść ma troszkę więcej niż 1 (słownie: jedno) wejście na główny dziedziniec. Skręcamy więc w lewo, do końca korytarza prosto, tam w prawo, na drugim zjeździe w prawo, potem w lewo... Ślepa uliczka. W każdym razie jakoś za bramę "prace budowlane", nie przekraczając jej oczywiście, się dostaliśmy.

Zamek ów polecam (oczywście poza tym, że wszystkim) szczególnie fotografom (krajobrazy z zamku i różne ciekawe ujęcia w zamku) oraz rodzinom z dziećmi (wspomniane już korytarze i zaułki). Bez latarki się oczywiście nie obejdzie ;)

Po Krzyżtoporze pojechaliśmy do Opatowa, by tam zobaczyć 2 obiekty: po pierwsze podziemną trasę turystyczną PTTK; po drugie kolegiatę pod wezwaniem św. Marcina z Tours. To pierwsze - całkiem ciekawe (głównie za sprawą przeodnika, który, jak to mówią, miał gadane), oczywiście w takich granicach, w jakich zaciekawić mogą połączone piwnice zapełnione czymś, co niektórzy nazywają kupą śmieci, a co dla mnie było starym sprzętem z czasów sprzed WEB 1.0 [czyt.: internetu], a nawet komputerów, który pokazuje jak wtedy żyli ludzie. Kolegiata natomiast oprócz paru obiektów z ciekawą historią i dwu fresków przedstawiających zwycięztwo pod Grunwaldem oraz na Psim Polu. Jest to też kolejny budynek, który może służyć za pole do popisu dla fotografa.

Skoro już już o Opatowie mowa, to będąc w nim polecam posiłek w restauracji Żmigród vís a vís siedziby PTTK (nazwa od dawnej nazwy Opatowa, która z kolei wywodzi się od niejakiego Żmija, w którego wierzono przed pojawieniem się na tych ziemiach chrześcijaństwa). Nie za drogo i smacznie ;)

Po obiedzie wróciliśmy do domu i wtedy (no, może jednak troszkę później) zaczęło padać. Wróć, zaczęło lać. Wróć... Nie wiem jak to opisać. Niektórzy pewnie słyszeli o chmurach zwanych cumulonimbus. Według podręcznika dla żeglarza jachtowego (bo patenatowanym żeglarzem od tych wakacji jestem, a i żeglarstwem się trochę interesuję) są to chmury powodujące gwałtowne, acz krótkotrwałe burze. To była BARDZO gwałtowna i niezbyt krótka burza. Zresztą, o następstwach tej 3-godzinnej awarii rur wodnych w niebie poczytajcie sobie sami:

  1. http://www.tvn24.pl/0,1711970,0,1,sandomierz-po-ulewie-woda-zagraza-hucie--zalane-drogi,wiadomosc.html
  2. http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/347762,podtopienia-po-ulewie-w-sandomierzu-i-okolicach.html

Cóż... Na dziś i tak mieliśmy i tam plany tzw. leżenia do góry brzuchem. I ewentualnie basenu. A Baranów sobie na razie darujemy. Za to jutro... Jak to mówią, do trzech razy sztuka ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz